Nietransparentne prace nad ustawą o podpisach w Sejmie

Ustawa o podpisach elektronicznych tym razem utknęła w sejmowej podkomisji, gdzie zgłoszono do niej kilkadziesiąt poprawek. Wokół nich toczy się obecnie kuluarowa dyskusja, niewidoczna dla opinii publicznej.

W styczniu 2011 projekt po pierwszym czytaniu został skierowany do podkomisji nadzwyczajnej kierowanej przez posła Jana Kazimierczaka (druk nr 3629). Wkrótce potem w Sejmie odbyło się pierwsze czytanie projektu innej ustawy — o zmianie ustawy o podpisie elektronicznym, ustawy o podatku od towarów i usług, ustawy Kodeks cywilny oraz ustawy o ewidencji ludności i dowodach osobistych (druk nr 3768). Wcześniej była ona znana jako "mała nowelizacja" ustawy o podpisie, w odróżnieniu od "dużej" (czyli ustawy o podpisach). Ten projekt również trafił do tej samej komisji.

Do projektu MG ustawy o podpisach ("dużej") zgłoszono 25 stron poprawek. Poprawki te są zgłoszone po prostu w postaci listy typu "art. 2 - zmienić to i to", bez jakiegkolwiek uzasadnienia. Poprawki te są w dużej mierze tożsame z oryginalnym projektem "małej nowelizacji" i widać, że zostały nieznacznie skorygowane tam, gdzie trzeba było dostosować je do brzmienia "dużej" ustawy. Nie twierdzę, że autorzy nie mają racji ale nie jest jasne co konkretnie nie podoba się autorowi poprawek w tym projekcie.

Do zgłoszonych poprawek "poselskich" komentarze zgłaszał PIIT, NBP, Komisja Kodyfikacyjna Prawa Cywilnego oraz Ministerstwo Sprawiedliwości. Większości poprawek towarzyszy uzasadnienie merytoryczne. Ciekawostką jest fakt, że jako PIIT sygnowane są dwa zestawy uwag, wzajemnie sprzeczne - "jeden PIIT" chce na przykład odrzucenia definicji uwierzytelnienia zaproponowanej w poprawkach poselskich, a "drugi PIIT" chce ich utrzymania. Dlaczego nie podpisali ich po prostu konkretni autorzy?

Interesujące strzępy informacji można znaleźć również na stronach Sejmu, w zapisie debaty towarzyszącej pierwszemu czytaniu projektu "małej nowelizacji". Poseł Zbigniew Kozak (Prawo i Sprawiedliwość), członek podkomisji, mówił:

W grudniu roku 2010, czyli miesiąc temu, do Komisji Gospodarki oraz Komisji Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii został skierowany rządowy projekt ustawy o podpisach elektronicznych (druk nr 3629). Ta projektowana ustawa wdraża dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady nr 1999/93/WE z dnia 13 grudnia 1990 r. w sprawie wspólnotowych ram w zakresie podpisów elektronicznych. Jest bardzo dobrze oceniana, jest także notyfikowana Unii Europejskiej. Wcześniej została powołana podkomisja nadzwyczajna do rozpatrzenia rządowego projektu ustawy o podpisach elektronicznych. Podkomisja rozpoczęła prace nad drukiem nr 3629. Niestety prace tej komisji zostały przerwane, gdyż pojawił się nagle poselski projekt dotyczący również podpisu elektronicznego. W tym momencie muszę stwierdzić, że ten fakt wzbudził duże zdziwienie. Czyżby konflikt na linii posłowie PO - rząd? Dziwna sytuacja, zwłaszcza że wzbudza to wiele kontrowersji. Mówi się nawet, że nie wszystko jest tu zgodne z prawem Unii Europejskiej.

Sytuacja jest faktycznie dość dziwna - grupa posłów partii rządzącej poprawia projekt, nad którym ich własny rząd pracował od co najmniej dwóch lat. Dlaczego tych poprawek nie zgłoszono do projektu ustawy o podpisach? Co więcej, oryginalnie "mała nowelizacj" dotyczyła problemów albo już rozwiązanych (faktury elektroniczne) albo rozwiązywanych właśnie przez ustawe o podpisach.

Do wszystkich posłów, którzy weszli w skład podkomisji wysłałem zapytanie o charakter poselskich poprawek. Odpowiedź otrzymałem jedynie z biura posła Tadeusza Wita i niewiele ona wyjaśnia:

Na chwile obecną faktycznie trwają uzgodnienia międzyresortowe. Ministerstwo, które przygotowało projekt toczy spór z grupą posłów Platformy Obywatelskiej i na obecnym etapie prezydium zdecydowało skierować projekt do uzgodnień.

Poza wątpliwościami merytorycznymi dotyczącymi zgłoszonych poprawek odczuwam też głęboki niesmak widząc jak wygląda praktyka legislacji w instytucji, która za swoje logo przyjęła zdanie "wszelka władza społeczności ludzkiej początek swój bierze z woli narodu". Mamy jakiś "konflikt" i jakiś "spór". Nie wiadomo o co chodzi. Czy Sejm nie może po prostu publikować wszystkich zgłaszanych wniosków z wyraźnym określeniem pochodzenia i autorstwa? Czy ktoś nie może opublikować zbiorczej tabeli zgłoszonych uwag wraz z odpowiedzią podkomisji dlaczego się z poprawką zgadza albo nie zgadza?