Ilu Polaków korzysta z administracji elektronicznej?

Ilu użytkowników w Polsce tak naprawdę mają usługi elektroniczne administracji publicznej? Albo inaczej - jaki odsetek obywateli w ogóle ma szansę z nich skorzystać?

Ustawa o podpisie elektronicznym z 2001 roku była promowana pod hasłami "wprowadzania w XXI wiek" i mieliśmy nawet spektakl z elektronicznym podpisywaniem jej przez prezydenta Kwaśniewskiego.

Jednak wpływ tej ustawy na liczbę obywateli mogących komunikować się z organami administracji elektronicznie był zerowy bo przez kolejne 4 lata rząd nie powiedział urzędom jak elektroniczne dokumenty przyjmować i przetwarzać. Zrobiono to dopiero w 2005 roku za pomocą ustawy o informatyzacji - jednak jeśli popatrzymy na faktyczne skutki to jej ocena musi być negatywna. Spowodowała ona obłożenie ok. 200 tys. firm daniną na rzecz kilku prywatnych podmiotów (ok. 50 mln zł rocznie) i miała dokładnie zerowy wpływ na dostępność e-administracji dla zwykłego Kowalskiego.

W 2007 roku mieliśmy ok. 15 tys. certyfikatów kwalifikowanych i tyle osób w całej populacji Polski mogło zgodnie z prawem (KPA) komunikować się elektronicznie z urzędami. Od 2008 roku liczba ta skokowo wzrosła do ok. 250 tys. jako rezultat przymusu administracyjnego dla płatników ZUS. Oczekiwana przez fanów podpisu mityczna "masa krytyczna" została osiągnięta ale nadal żadna prywatna osoba nie kupi certyfikatu kwalifikowanego żeby złożyć roczną deklarację podatkową lub załatwić inne proste sprawy urzędowe. Zwyczajnie nie ma to sensu - i nigdy nie miało.

Pewną zmianą jakościową były e-Deklaracje (2009), które w ciągu dwóch tygodni umożliwiły wysłanie dokumentów elektronicznych osobom prywatnym w liczbie przekraczającej zapewne całą poprzednią dekadę. W 2010 roku było to już 2x więcej. Ale jeśli popatrzymy na odsetek liczby ludności Polski to nadal poruszamy się na absolutnym marginesie.

Licząc bowiem tylko liczbę e-deklaracji składanych przez osoby prywatne (ok. 150 tys. w tym roku) wychodzi 0,39%. Jeśli doliczymy do tego 250 tys. posiadaczy certyfikatów kwalifikowanych, którzy potencjalnie mogą korzystać np. z ePUAP wyjdzie nam ok. 1%.

Teraz weźmy pod uwagę liczbę użytkowników usług bankowości elektronicznej w 2010 roku faktycznie korzystało prawie 30% całej populacji Polski (źródła są w mojej prezentacji z PTI). Widzimy ogromną dysproporcję w dostępności usług między sektorem publicznym i prywatnym, a oba sektory startowały z tymi usługami mniej więcej w tym samym czasie (2001).

Politycy kochają mówić o walce z różnymi wykluczeniami a tu mamy wykluczenie 99% populacji. Było ono starannie konserwowane od 2001 roku pomimo cyklicznie powtarzanych deklaracji na temat "wprowadzania w XXI wiek", "szerokiego dostępu obywateli" itd.

Do tego trzeba dodać spadającą pozycję Polski w rankingu e-administracji OECD, co zapewne wynika z faktu, że OECD złośliwie nie bierze pod uwagę liczby posiedzeń rządu, ustaw i rozporządzeń oraz nakładów finansowych tylko faktyczny dostęp obywateli do usług administracji elektronicznej.

Zacytuję jedną z licznych obietnic: "MSWiA planuje w najbliższym czasie wprowadzenie tzw. zaufanego profilu" (z 2008 roku). Dziś mamy koniec roku 2010. Z punktu widzenia obywatela ani zaufany profil ani nowe formy podpisu elektronicznego nadal nie istnieją