Czy w projektach publicznych można kierować się zasadami ekonomii?

W dyskusjach nad racjonalnością ekonomiczną projektów informatycznych w administracji publicznej jest często pada argument, że "administracja publiczna nie kieruje się zasadą maksymalizacji zysku". Często to jest to tylko wygodna wymówka by odrzucić wszelkie próby obiektywizacji lub racjonalizacji wydatków publicznych.

Obywatelom korzystającym z usług sektora publicznego nasuwają się różne pytania, na które padają sztampowe odpowiedzi. Coś można zrobić taniej, łatwiej lub szybciej? E, nie... bo "administracja nie kieruje się zasadą maksymalizacji zysku". Kosmiczna cena projektu nijak nie pasuje do jego mikrej funkcjonalności? Trudno, "administracja nie kieruje się...". Itd itp. Argument równie łatwy w stosowaniu co bezpodstawny i zdecydowanie należący do gatunku "argumentów kończących dyskusję".

Istotnie, administracja publiczna – w odróżnieniu od przedsiębiorstw prywatnych – nie kieruje się zasadą maksymalizacji zysku w sensie czysto finansowym. Nie znaczy to, że w administracji jako temat tabu powinny być traktowane wskaźniki ekonomiczne takie jak TCO czy ROI. Wprost przeciwnie, stosowanie ich jest podstawą racjonalnej gospodarki środkami budżetowymi, która jest jedyną metodą zapewnienia usług publicznych na przyzwoitym poziomie.

Prosty przykład: jeśli mamy elektroniczną skrzynkę podawczą, na którą wydaliśmy 50 tys. zł i przez 5 lat będzie za jej pośrednictwem złożone 50 wniosków o wypis z EDG to wychodzi na to, że złożenie jednego wniosku urząd zapłacił 1 tys. zł. Gdzie tu sens i racjonalne wydatkowanie środków publicznych?

Jest to drastyczny przykład marnowania pieniędzy publicznych bo za te same pieniądze można było zrobić mnóstwo innych bardziej pożytecznych rzeczy. Choćby wyremontować kawałek chodnika, na czym skorzysta kilkaset tysięcy ludzi przemieszczających się po nim w ciągu roku, zamiast niespełna dziesięciu.

Nasuwa się pytanie co to znaczy "bardziej pożyteczne"? I tutaj też odpowiedź dają właśnie wskaźniki typu ROI, pomagając w ocenie kolejności wydatkowania pieniędzy na cele publiczne — np. czy w pierwszej kolejności należy wyremontować chodnik czy też może kupić kolejną karetkę?

Rola ROI i podobnych wskaźników to zresztą nie tylko decyzja tak/nie dla danego projektu ale także bardzo wygodne narzędzie do w miarę obiektywnego porównania różnych metod osiągnięcia danego celu — np. poprawy bezpieczeństwa w danum regionie. Np. czy kupić kamery CCTV i centrum monitoringu czy dodatkowe etaty straży miejskiej lub policji.

Jest zresztą wiele tego typu wskaźników wyspecjalizowanych jak np. ROSI (return on security investment) jeśli już jestesmy przy bezpieczeństwie.

Powód dla którego należy to robić jest bardzo prosty - nieracjonalne zarządzanie środkami publicznymi prowadzi wprost do obniżenia jakości usług publicznych. Dobrym przykładem jest polskie sądownictwo, charakteryzujące się wyższym od średniej europejskiej poziomem finansowania oraz zatrudnienia przy niższym od średniej poziomie jakości usług (NBP, FOR). Niska jakość usług publicznych – poza nieufnością społeczeństwa – przekłada się także bezpośrednio na wzrost szarej strefy (Aruoba).

Interesującym omówieniem metod liczenia racjonalności ekonomicznej właśnie w projektach publicznych jest artykuł Advancing Return on Investment Analysis for Government IT: A Public Value Framework. Podstawą opisanych tam modeli jest wyrażenie parametrów wejściowych ROI w pojęciach adekwatnych do usług i świadczeń publicznych.

"Zyski" z projektów publicznych według autorów obejmują korzyści dla obywateli stanowiących bezpośredni cel projektu, korzyści dla szerszej populacji, korzyści dla urzędów (np. ograniczenie kosztów pracy), korzyści dla przedsiębiorstw (np. wykonawców), ogóilnie dla gospodarki krajowej i wiele innych. Model ten traktuje większość z nich jako wartości policzalne a przynajmniej możliwe do oszacowania.

Najważniejszą jednak zaletą próby podjętej przez autorów jest jednak nazwanie każdej z korzyści wprost oraz jawne określenie interesariuszy. Brak jawności w tym zakresie jest największym mankamentem w wielu prowadzonych obecnie projektach publicznych w Polsce. Uzasadnienia projektów (czy ustaw) bywa ogólnikowe, wybiórcze, stronnicze i nastawione na udowodnienie przyjętej z góry tezy zamiast racjonalną ocenę zasadności (RPO).

Administracja dysponuje gigantyczną ilością danych statystycznych, które stanowią bezcenne dane wejściowe do tego typu procesów analitycznych, tyle że najwyraźniej rzadko z nich korzysta.

Biorąd pod uwagę fakt, że urzędy działają w ramach prawa i często są w granicach racjonalności (lub nieracjonalności) tego prawa ograniczone, warto przypomnieć o tym, że zasady racjonalnej legislacji opisują Wytyczne do Oceny skutków regulacji publikowane przez Ministerstwo Gospodarki.